Czy ludzkie emocje można zmierzyć metodą naukową?
W Himalajach leży maleńkie państwo, którego władca bada poziom szczęścia swoich poddanych. Ankieter o imieniu Amber jeździ po kraju, w którym mieszkają głównie buddyści i odpytuje mieszkańców, gdy pracują na polu, siedzą przed chatkami, czy szykują się do medytacji lub modlitwy. Celem rozmów jest wypełnienie formularza, który ma na celu określenie poziomu szczęścia obywatela_ki w skali od 0 do 10.
Film z humorem opowiada o tak ulotnej i trudnej do jakiejkolwiek sztywnej klasyfikacji emocji, jaką jest szczęście. Amber zaczyna zastanawiać się nad własnym życiem. Tańczy, gra na gitarze, wykonuje świetną pracę, ale choć ma 40 lat, nadal szuka miłości. Czy da się zmierzyć uczucia? Czy dążenie do szczęścia może być również szczęściem? Mieszkańcy Bhutanu mają na to odpowiedź.
Bohaterka filmu to dojrzała, wyzwolona kobieta – złodziejka, kochanka i niespełniona pisarka. Aby związać koniec z końcem, Goliarda (Valeria Golino) jest w stanie wiele zaryzykować. Gdy w końcu trafia do więzienia, zaprzyjaźnia się z młodszymi od siebie kobietami. Po wyjściu na wolność, w trakcie upalnego rzymskiego lata, dzięki nim odrodzi się na nowo. Na tle burzliwych realiów Włoch lat 80., w cieniu ideologii, represji i rozczarowań, „Wolność po włosku” stawia pytanie o możliwość autentycznej wolności. Czy kobieta może odnaleźć swoje miejsce w świecie, który próbuje ją zamknąć w jednej z patriarchalnych ról?
"Wolność po włosku" to elektryzujący portret wybitnej włoskiej pisarki Goliardy Sapienzy, jednej z najbardziej niezwykłych kobiet lat 80. – niepokornej outsiderki wymykającej się wszelkim kategoriom, która latami czekała na odkrycie. Prezentowany na MFF w Cannes, najnowszy film Mario Martone („Nostalgia”) to opowieść o przyjaźni, siostrzeństwie i potrzebie wolności.
Reżyseria: Mario Martone
Występują: Valeria Golino, Matilda De Angelis, Elodie, Corrado Fortuna, Stefano Dionisi, Antonio Gerardi
Gatunek: dramat, biograficzny
Zapraszamy na największą ewangeliczną pomyłkę w historii! „Żywot Briana” według Monty Pythona, grupy niepoprawnych komików z Wielkiej Brytanii, to wyjątkowo nieortodoksyjna przypowieść biblijna. Choć film kończy się sceną ukrzyżowania, wyjdziecie z kina, gwiżdżąc absurdalną piosenkę „Always Look on the Bright Side of Life” („Zawsze patrz na jasną stronę życia”).
Kinowy seans „Żywota Briana” po latach to wyjątkowa okazja, by na wielkim ekranie zobaczyć legendarne już spory między Frontem Wyzwolenia Judei a Judejskim Frontem Ludowym (pamiętajcie, to dwie zupełnie różne frakcje!). Odwiedzimy też pałac Poncjusza Piłata, który ma drobną wadę wymowy i być może zechce: „uwolnić Błajana”, jeśli go ładnie o to poprosicie. Warto też zadać sobie fundamentalne pytanie: „Co takiego zrobili dla nas Rzymianie?”.
Bohaterem filmu jest rówieśnik Jezusa, który urodził się tej samej nocy w Betlejem, ale w sąsiedniej stajence. Losy chłopca o imieniu Brian są przewrotną paralelą losów Chrystusa. Także zostaje uznany za Mesjasza i także kończy na krzyżu. Pierwotny tytuł filmu brzmiał „Jezus Chrystus. Żądza chwały”. Postać Briana pojawiła się później, a dzieło miało nosić nazwę „Ewangelia według Świętego Briana” lub „Brian z Nazaretu”.
Choć premiera w 1979 roku wywołała skandal, dziś „Żywot Briana” jest niekwestionowanym klasykiem. To inteligentna satyra, która nie wyśmiewa szczerej wiary, lecz ludzką głupotę, dogmatyzm, fanatyzm i ślepe podążanie za tłumem. Kpi także z hollywoodzkich produkcji o tematyce biblijnej. Warto dodać, że w filmie pojawia się postać samego Jezusa. Jest on przedstawiony tradycyjnie i z szacunkiem, a komizm w scenach z nim nie wynika z jego zachowania, lecz z reakcji tłumu.
Film “Znaki Pana Śliwki” to kalejdoskop materiałów archiwalnych, wspomnień odsłaniających fascynujący portret człowieka i epoki, wędrówka przez zmieniającą się Polskę.
Wbrew oczekiwaniom rodziny Karol Śliwka opuszcza wieś i zaczyna studia artystyczne w Warszawie. Postanawia zająć się projektowaniem znaków graficznych. Swoimi pracami wypełnia komunistyczną Polskę i definiuje wizualny krajobraz kraju. Jego znaki nie wiszą w galeriach, ale są obecne w polskich domach, na polskich ulicach, w instytucjach i zakładach pracy. Jednocześnie prowadzi zwyczajne życie rodzinne, które przez lata z pasją dokumentuje. Ten niezwykle utalentowany twórca, do dziś uważany jest za jednego z najważniejszych projektantów znaków na świecie.
Film dokumentalny „Znaki Pana Śliwki” to debiut pełnometrażowy Urszuli Morgi i Bartosza Mikołajczyka, którego światowa premiera odbędzie się podczas 41 edycji Warszawskiego Festiwalu Filmowego. To niezwykła okazja, by po raz pierwszy zobaczyć obraz, który przybliża postać kultowego projektanta znaków graficznych - Karola Śliwki. Twórcy sięgnęli po unikatowe materiały archiwalne oraz prywatne nagrania wideo, które bohater latami rejestrował.
ilm Anne Émond to pełna optymizmu komedia romantyczna rozgrywająca się w czasach kryzysu klimatycznego. Kanadyjska reżyserka za sprawą tej niewinnej opowieści wlewa w nasze serca odrobinę optymizmu w rzeczywistości, w której raczej jest go niewiele.
„Miłość w czasach apokalipsy” został wyselekcjonowany do prestiżowej sekcji Director’s Fortnight ubiegłorocznego festiwalu filmowego w Cannes.
Czterdziestopięcioletni Adam (Patrick Hivon) prowadzi skromne, uporządkowane życie, będąc właścicielem schroniska dla psów. Większość czasu spędza ze swoim najlepszym przyjacielem Frankiem (Eric K. Boulianne) oraz wymagającym, ale życzliwym ojcem (Gilles Renaud). Pozory potrafią mylić, bo nadwrażliwy mężczyzna jest na skraju depresji, ukrywając swoje egzystencjalne lęki.
W dużej mierze są one związane z kondycją naszej planety. Adama przytłacza myśl, że zmiany klimatyczne osiągnęły punkt krytyczny i nie ma już od niego odwrotu. Oprócz przepisanych przez psychiatrę leków, mężczyzna decyduje się spróbować solarnej lampy terapeutycznej, która ma poprawić jego samopoczucie. Dzwoniąc na infolinię pomocy technicznej, poznaje Tinę (Piper Perabo). Pogodną kobietę, której głos łagodzi wszystkie jego zmartwienia. To nieoczekiwane telefoniczne spotkanie zmienia wszystko…