Czy ludzkie emocje można zmierzyć metodą naukową?
W Himalajach leży maleńkie państwo, którego władca bada poziom szczęścia swoich poddanych. Ankieter o imieniu Amber jeździ po kraju, w którym mieszkają głównie buddyści i odpytuje mieszkańców, gdy pracują na polu, siedzą przed chatkami, czy szykują się do medytacji lub modlitwy. Celem rozmów jest wypełnienie formularza, który ma na celu określenie poziomu szczęścia obywatela_ki w skali od 0 do 10.
Film z humorem opowiada o tak ulotnej i trudnej do jakiejkolwiek sztywnej klasyfikacji emocji, jaką jest szczęście. Amber zaczyna zastanawiać się nad własnym życiem. Tańczy, gra na gitarze, wykonuje świetną pracę, ale choć ma 40 lat, nadal szuka miłości. Czy da się zmierzyć uczucia? Czy dążenie do szczęścia może być również szczęściem? Mieszkańcy Bhutanu mają na to odpowiedź.
Trzy dni, jedna scena, niemal 30 kultowych zespołów, blisko 100 godzin nagrań oraz jeden znakomity film.
W letni, czerwcowy weekend w 1967 roku, zaczęła się legenda Janis Joplin i Jimiego Hendrixa. Wystarczyły trzy gorące dni na stadionie w Monterey, by dzięki 27 artystom powstała kontrkultura i zrodził się kalifornijski sen. Zanim doszło do powstania Woodstocku, sto tysięcy osób podczas Monterey International Pop Festival, napędzanych psychodelicznymi dźwiękami, zawiązało komunę hipisowską. Trwało “lato miłości”. Scott McKenzie w swojej piosence sugerował obowiązujący dress code: „Be sure to wear some flowers in your hair.” Ludzie porzucali formalne, krępujące ubrania, by na boso, ale w dzwonach, splątani etnicznymi koralikami, z kwiatami we włosach, gromadzić się wśród oparów dymu, nie wiedząc jeszcze, co się wydarzy.
Odpowiedź znajdziemy już w pierwszych sekundach filmu “Monterey Pop”. Pełna entuzjazmu hipiska wygłosi do kamery spojler: „To będzie jak Sylwester, Wielkanoc i Boże Narodzenie w jednym!”. Niemal lewitujących przedstawicieli “dzieci kwiatów”, psychodeliczne dźwięki i atmosferę zmiany okiem kamery uchwycił zdobywca Oscara D. A. Pennebaker. Film “Monterey Pop” miał być tylko programem telewizyjnym, jednak amerykańscy decydenci nie byli gotowi na taką dawkę buntu. Na szczęście, dzięki rekonstrukcji cyfrowej filmu, przekonamy się, że dzieło Pennebakera to nie tylko zapis koncertów, ale także portret całego pokolenia kontrkultury lat 60., jego energii, wolności, dzikości i artystycznej rewolucji.
Zanim Jimi Hendrix zaprzeczy prawu grawitacji, grając nietypowo na instrumencie, a potem pocałuje i podpali swoją gitarę, zatopimy się w atmosferze dni naznaczonych zmianą. Na twarzach odbiorców imprezy ktoś namaluje kwiaty, ktoś inny nakarmi psa, a jeszcze ktoś napisze na plakacie “Peace and Love”. Chwilę później zadebiutuje Janis Joplin, zahipnotyzuje słuchaczy na tyle, by potem zamienić się w legendę. Jedni rozpalali scenę do czerwoności, inni zranili stopę (perkusista The Who), a jeszcze inni rozczulali. „I’ve Been Loving You Too Long” Otisa Reddinga przeszło do historii, dzięki sfilmowaniu koncertu. Na scenie zobaczymy także przedstawicieli Simon and Garfunkel, The Mamas and the Papas, a całe wydarzenie zwieńczy muzyczna mantra w wykonaniu Ravi’ego Shankar’a.
Film „Monterey Pop” to prawdziwy game changer w świecie kina dokumentalnego, ze względu na rejestrację dźwięku na żywo. Kamera Pennebakera z wyjątkową bliskością utrwala zarówno sceniczne popisy, jak i reakcje publiczności i życie festiwalowe. Autor filmu odpowiedzialny jest przecież za powstanie dokumentów o Bobie Dylanie i Davidzie Bowiem. Byli tacy artyści, którzy żałowali, że nie pojawili się na festiwalu i nie wzięli udziału w tym rewolucyjnym kontrkulturowym zrywie. Widzowie nie mogą powtórzyć tego błędu!
Film w nowej, odrestaurowanej wersji 4K.
Pedro Almodóvar powraca w szczytowej formie z jednym ze swoich najbardziej osobistych filmów. W „Gorzkich świętach” - jego pierwszej od 5 lat hiszpańskojęzycznej produkcji - jest wszystko, za co widzowie kochają jego kino: namiętność, intensywne kolory, przewrotny humor i pełnokrwiste postaci, które wymykają się prostym schematom. Na ekranie pojawiają się aktorzy i aktorki znani z wcześniejszych filmów reżysera: Bárbara Lennie, Leonardo Sbaraglia, Victoria Luengo, Aitana Sánchez-Gijón, Milena Smit oraz jedna z najważniejszych muz Almodóvara – Rossy de Palma.
Bohaterką filmu jest czterdziestoletnia Elza (Bárbara Lennie), która po śmierci matki rzuca się w wir pracy, nie pozwalając sobie na żałobę. Dopiero atak paniki zmusza ją do zatrzymania się i wyruszenia w podróż, która stanie się konfrontacją z przeszłością, utraconymi relacjami i niespełnionymi pragnieniami. Z przypadkowych spotkań, emocjonalnych zwrotów i splatających się życiorysów Almodóvar tka opowieść o tym, jak pamięć, fikcja i pragnienie nieustannie przepisują nasze życie.
„Gorzkie święta” to szczególny prezent dla tych, którzy dorastali z kinem hiszpańskiego mistrza – od „Kobiet na skraju załamania nerwowego”, przez „Wszystko o mojej matce” i „Porozmawiaj z nią”, po „Volver”, „Przerwane objęcia” i „Ból i blask”. To także film, który idzie o krok dalej: jeszcze mocniej pokazuje, że każdy z nas nie tylko przeżywa własną historię, ale też bez końca ją sobie opowiada. Almodóvar składa tu poruszające wyznanie wiary w siłę kina, pamięci i narracji.
Magali (Adèle Exarchopoulos), znana jako Magaloche, to gwiazda internetu, budująca swoją „karierę” na kontrowersji. Bohaterka publikuje w sieci materiały, na których poddaje się różnym, często ekstremalnym, aktom autoagresji. Poważny wypadek z udziałem fortepianu podczas realizacji jednego z jej filmów sprawia, że kobieta na jakiś czas postanawia usunąć się w cień.
Magalie wraz ze swoim asystentem Patrickiem (Jérôme Commandeur) zaszywają się w górskiej chacie, chcąc odizolować się od świata i nieco odpocząć po całym tym zamieszaniu. Spokój bohaterki zakłóca jednak dziennikarka Simone Herzog (znana m.in. z głównej roli w filmie „Boska Sarah Bernhard” Sandrine Kiberlain), która szantażem zmusza ją do udzielenia pierwszego w karierze wywiadu.
Nowy film Quentina Dupieux, reżysera takich filmów "Daaaaaali!", "Deerskin", "Drugi akt", to zjadliwa satyra obnażająca wszelkie absurdy mediów społecznościowych i kultury celebrytów. Francuski twórca, korzystając z (bardzo) czarnego poczucia humoru, rozprawia o pustce współczesnej kultury popularnej, ale i bezmyślności jej odbiorców.
Wersja odrestaurowana 4K
Pamiętasz lato, które zmieniło twoje życie?
Legendarny debiut reżyserski Sofii Coppoli, który otworzył drzwi do świata dziewczyńskich sekretów, powraca do polskich kin w wersji odrestaurowanej 4K! Przekleństwa niewinności są adaptacją kultowej, kilkukrotnie wydawanej w Polsce powieści Jeffreya Eugenidesa. Historia pięciu sióstr Lisbon opowiada o pierwszych razach i wkraczaniu w dorosłość, przed którą nie da się (czy aby na pewno?) uciec.
Zjawiskowo nakręcone przez Eda Lachmana, z eteryczną oprawą muzyczną w wykonaniu duetu Air, Przekleństwa niewinności to zmysłowa opowieść o dorastaniu w latach 70. Ćwierć wieku później ta skąpana w nasyconych, słonecznych kolorach dekada pozostaje przede wszystkim wspomnieniem i fantazją – zapisaną w porzuconych pamiętnikach, wyciętych drzewach i dźwiękach gramofonowych płyt. Nastoletnie siostry Lisbon wspomina bezimienny narrator, zakochany przed laty nie tyle w jednej z dziewcząt, ile w nastroju tajemniczości, jaki wokół siebie roztaczały.
Przekleństwa niewinności mają wielopokoleniową obsadę, złożoną z aktorów o charakterystycznej aurze: James Woods (Wideodrom), Kathleen Turner (Żar ciała) oraz przede wszystkim młodziutcy Kirsten Dunst (Wywiad z wampirem, Maria Antonina) i Josh Hartnett (Pearl Harbor, Sin City). Zwiewny, marzycielski styl filmu został zainspirowany Piknikiem pod Wiszącą Skałą, dzięki czemu debiut Coppoli wygląda niczym przeniesienie tajemniczej historii Petera Weira w realia amerykańskich przedmieść.
Na Przekleństwach niewinności wychowały się pokolenia dziewczyn i kobiet, którym bliska jest uchwycona w filmie wrażliwość. Produkcyjne wsparcie American Zoetrope, firmy Francisa Forda Coppoli, i swoboda wyobraźni Sofii zaowocowały jednym z przełomowych debiutów współczesnego kina – intymną, choć niepozbawioną niepokoju, pachnącą ciepłym latem historią, w której można się zanurzyć i rozsmakować.