Ian McKellen – tytan aktorstwa, który potrafi wszystko – powraca po latach do roli Hamleta. W opustoszałym na czas pandemii Królewskim Teatrze w Windsorze zjawiają się duchy, w tym duch ojca Hamleta, by przypomnieć pogrążonemu w chaosie światu i swemu synowi o niezniszczalnej sile zemsty i teatru… Szalony wręcz pomysł, by w roli młodego duńskiego królewicza obsadzić 85-letniego aktora, pozwala spojrzeć na najsłynniejszą sztukę Shakespeare’a z zupełnie innej perspektywy, a decyzja inscenizatorów najnowszego „Hamleta” (reżyseria: Sean Mathias), by Elsynorem uczynić różne przestrzenie Theatre Royal Windsor – scenę, kulisy, garderoby, widownię, korytarze teatralne – świadczy o szacunku wobec przeświadczenia najwybitniejszego dramatopisarza wszech czasów, że świat jest tylko teatrem. Oto „Hamlet”, jakiego jeszcze nie było: trzymający w napięciu, nietypowy, oryginalny, ale też wierny Shakespeare’owi i jego poglądom na temat teatru i kondycji człowieka wobec osobistej tragedii.
Ian McKellen to mag teatru i specjalista od Shakespeare’a. Oprócz Hamleta wcielał się w postacie Romea, Makbeta, Koriolana i króla Leara. Światowej publiczności znany jest z wielkich produkcji filmowych (Gandalf we „Władcy Pierścieni” i „Hobbicie” czy Magneto w serii filmów „X-Men”). Za swoje osiągnięcia, nie tylko aktorskie, zdobył uwielbienie publiczności i najważniejsze nagrody (Tony, Złoty Glob, sześciokrotnie Nagroda Laurence’a Oliviera).
Po spektaklu widzowie obejrzą wcześniej niepublikowany wywiad z Ianem McKellenem i Seanem Mathiasem.
Spektakl trwa około 2 godzin 30 minut (bez przerwy)
Polskie napisy
„Pejzaż w kolorze sepii” to japońsko-polska produkcja na podstawie głośnej powieści Kazuo Ishiguro, laureata Nagrody Nobla, premierowo pokazana w selekcji oficjalnej festiwalu w Cannes. Film w reżyserii Keiego Ishikawy jest pełną napięcia i niedopowiedzeń opowieścią o rodzinnych sekretach, pułapkach pamięci i kruchej więzi między matką a córką.
Niki, dwudziestopięcioletnia pisarka wychowana w Wielkiej Brytanii, odwiedza na angielskiej prowincji swoją matkę Etsuko. Pretekstem jest sprzedaż rodzinnego domu, ale za pozornie zwyczajnym spotkaniem kryje się potrzeba zadania pytań, które przez lata pozostawały niewypowiedziane. Niki wie niewiele o japońskiej przeszłości matki, o powojennym Nagasaki, z którego Etsuko wyjechała do Wielkiej Brytanii, ani o okolicznościach, w jakich wraz z nią opuściła Japonię jej starsza córka Keiko. Wyznania Etsuko pełne są luk, uników i przemilczeń; każde wspomnienie może być zarówno tropem prowadzącym do prawdy, jak i zasłoną chroniącą przed bolesną pamięcią.
Kei Ishikawa przenosi na ekran charakterystyczny dla Ishiguro świat ulotnych wspomnień, emocji ukrytych pod powierzchnią i przeszłości, która nigdy nie daje się opowiedzieć do końca. Atmosferę narastającego napięcia i tajemnicy budują stylowe, hipnotyzujące zdjęcia Piotra Niemyjskiego oraz muzyka Pawła Mykietyna, kompozytora znanego z filmów „IO” i „Essential Killing”. Za produkcję filmu odpowiada Mariusz Włodarski, producent takich tytułów jak „Dziewczyna z igłą”, „Sweat” czy „Brzydka siostra”.
Paryż w rytmie jazzu, zbrodnia w rytmie serca.
„Windą na szafot” (Ascenseur pour l’échafaud) z 1958 roku to nie tylko debiut fabularny Louisa Malle’a, ale kamień milowy, który przetarł szlaki dla francuskiej Nowej Fali. Legendarne dzieło niepokornego twórcy znad Sekwany to stylowy kryminał noir, w którym melancholijna atmosfera paryskich ulic być może jest nawet ważniejsza od fabularnej intrygi. W centrum historii jest zbrodnia popełniona przez Juliana Taverniera na mężu swojej kochanki. Może to morderstwo byłoby doskonałe, gdyby nie „drobny” szczegół, który powoduje, że Julian musi wrócić na miejsce zbrodni.
„Windą na szafot” to przede wszystkim nastrojowe kino osiągnięte pionierskim zastosowaniem małych kamer, swobodną konstrukcją, pięknymi zdjęciami i niezapomnianą, stworzoną w ciągu doby, legendarną muzyką geniusza jazzu – Milesa Daviesa. To także pierwszy film w którym mogła odsłonić swój talent przyszła ikona francuskiego kina – Jeanne Moreau.
Film po rekonstrukcji cyfrowej.
Dzieło Bolesława Prusa od blisko 140 lat rozpala emocje i wyobraźnię kolejnych pokoleń. Teraz ta ponadczasowa historia trafia na wielki ekran w nowej, spektakularnej, filmowej odsłonie. „Lalka” to zrealizowana z ogromnym rozmachem superprodukcja i najbardziej gwiazdorski film w historii polskiego kina, gdzie pośród wielu wybitnych nazwisk, w rolach głównych występują: Marcin Dorociński jako Stanisław Wokulski, gwiazda „Chłopów” – Kamila Urzędowska jako Izabela Łęcka oraz powracający na wielki ekran po 16 latach Marek Kondrat w roli Ignacego Rzeckiego. Nowa ekranizacja „Lalki” to opowiedziana ze współczesną wrażliwością przejmująca, uniwersalna historia o miłości i niespełnieniu, o aspiracjach i przemianie, o świecie, który właśnie się kończy. To film, który zdarza się raz na kilka dekad: epicki, pełen emocji, zrealizowany z imponującą scenografią, dopracowanymi w najdrobniejszych detalach kostiumami i charakteryzacją oraz prawdziwie gwiazdorską obsadą.
Warszawa końca XIX wieku. Serce Stanisława Wokulskiego (Marcin Dorociński) owładnięte jest szaloną miłością do Izabeli Łęckiej (Kamila Urzędowska). On, dzięki fortunie zdobytej na wojnie, powraca do kraju i postanawia wkroczyć do świata wyższych sfer, aby zdobyć rękę ukochanej. Ona jest olśniewająca i wyniosła, lecz mimo arystokratycznego pochodzenia zmaga się z widmem finansowej ruiny. U boku Wokulskiego stoi jego wierny przyjaciel – Ignacy Rzecki (Marek Kondrat), romantyk, który z nostalgią obserwuje, jak świat ideałów ustępuje miejsca społecznym aspiracjom i bezwzględnej grze interesów. Wokulski wkracza w labirynt arystokratycznych salonów, gdzie każdy gest może być początkiem intrygi, a każde słowo – zapowiedzią zdrady. Stający na jego drodze rywale, niespodziewane sojusze i dramatyczne wybory wystawią na próbę jego marzenia i wiarę w ludzi. To opowieść o miłosnym zauroczeniu, które zmienia losy bohaterów i zaciera granice między sercem a rozumem.
Odebrały mu dziewczynę. Odebrały mu dłoń. Ale dały mu piłę łańcuchową!
Jesteśmy niezwykle podjarani, że kultowy horror Sama Raimiego - MARTWE ZŁO 2 - trafi do polskich kin już od 25 września 2026 i to w odrestaurowanej wersji 4K.
Dlaczego dwójka zapytacie? Bo 2 część to nie tyle klasyczna kontynuacja pierwszej, co jej szalone przetworzenie. To właśnie tutaj Sam Raimi w pełni zdefiniował styl serii, łącząc grozę, absurd i komedię.
Jak napisał Roger Ebert, MARTWE ZŁO 2 to komedia przebrana za ociekający krwią festiwal grozy. I chyba trudno znaleźć lepsze podsumowanie tego, co czeka Was na ekranie.