Oparty na bestsellerowej autobiografii Azar Nafisi film to przejmująca i wciąż aktualna opowieść o kobiecej solidarności, odwadze i sile literatury. W głównych rolach wystąpiły czołowe irańskie aktorki – Golshifteh Farahani oraz Zar Amir Ebrahimi.
Po rewolucji islamskiej w Iranie, która miała miejsce w 1979 roku, ulice Teheranu patrolowane są przez obrońców moralności, a fundamentaliści przejmują kontrolę nad uniwersytetami. Kobiety muszą nosić hidżab, ich swobody są ograniczane, a lektura zachodniej literatury staje się aktem buntu.
Taki stan rzeczy sprawia, że Azar Nafisi (Golshifteh Farahani), ambitna wykładowczyni literatury, rezygnuje z pracy na Uniwersytecie Teherańskim. Kobieta potajemnie zaczyna zapraszać do swojego domu grupę najbardziej zaangażowanych studentek. Razem czytają zakazane klasyki literatury zachodniej – „Lolitę” Vladimira Nabokova, „Wielkiego Gatsby’ego” F. Scotta Fitzgeralda, powieści Henry’ego Jamesa czy Jane Austen. Początkowo nieśmiałe młode kobiety stopniowo otwierają się – dzielą marzeniami, lękami, historiami miłosnymi oraz upokorzeniami związanymi z życiem w totalitarnym reżimie.
Trzy dni, jedna scena, niemal 30 kultowych zespołów, blisko 100 godzin nagrań oraz jeden znakomity film.
W letni, czerwcowy weekend w 1967 roku, zaczęła się legenda Janis Joplin i Jimiego Hendrixa. Wystarczyły trzy gorące dni na stadionie w Monterey, by dzięki 27 artystom powstała kontrkultura i zrodził się kalifornijski sen. Zanim doszło do powstania Woodstocku, sto tysięcy osób podczas Monterey International Pop Festival, napędzanych psychodelicznymi dźwiękami, zawiązało komunę hipisowską. Trwało “lato miłości”. Scott McKenzie w swojej piosence sugerował obowiązujący dress code: „Be sure to wear some flowers in your hair.” Ludzie porzucali formalne, krępujące ubrania, by na boso, ale w dzwonach, splątani etnicznymi koralikami, z kwiatami we włosach, gromadzić się wśród oparów dymu, nie wiedząc jeszcze, co się wydarzy.
Odpowiedź znajdziemy już w pierwszych sekundach filmu “Monterey Pop”. Pełna entuzjazmu hipiska wygłosi do kamery spojler: „To będzie jak Sylwester, Wielkanoc i Boże Narodzenie w jednym!”. Niemal lewitujących przedstawicieli “dzieci kwiatów”, psychodeliczne dźwięki i atmosferę zmiany okiem kamery uchwycił zdobywca Oscara D. A. Pennebaker. Film “Monterey Pop” miał być tylko programem telewizyjnym, jednak amerykańscy decydenci nie byli gotowi na taką dawkę buntu. Na szczęście, dzięki rekonstrukcji cyfrowej filmu, przekonamy się, że dzieło Pennebakera to nie tylko zapis koncertów, ale także portret całego pokolenia kontrkultury lat 60., jego energii, wolności, dzikości i artystycznej rewolucji.
Zanim Jimi Hendrix zaprzeczy prawu grawitacji, grając nietypowo na instrumencie, a potem pocałuje i podpali swoją gitarę, zatopimy się w atmosferze dni naznaczonych zmianą. Na twarzach odbiorców imprezy ktoś namaluje kwiaty, ktoś inny nakarmi psa, a jeszcze ktoś napisze na plakacie “Peace and Love”. Chwilę później zadebiutuje Janis Joplin, zahipnotyzuje słuchaczy na tyle, by potem zamienić się w legendę. Jedni rozpalali scenę do czerwoności, inni zranili stopę (perkusista The Who), a jeszcze inni rozczulali. „I’ve Been Loving You Too Long” Otisa Reddinga przeszło do historii, dzięki sfilmowaniu koncertu. Na scenie zobaczymy także przedstawicieli Simon and Garfunkel, The Mamas and the Papas, a całe wydarzenie zwieńczy muzyczna mantra w wykonaniu Ravi’ego Shankar’a.
Film „Monterey Pop” to prawdziwy game changer w świecie kina dokumentalnego, ze względu na rejestrację dźwięku na żywo. Kamera Pennebakera z wyjątkową bliskością utrwala zarówno sceniczne popisy, jak i reakcje publiczności i życie festiwalowe. Autor filmu odpowiedzialny jest przecież za powstanie dokumentów o Bobie Dylanie i Davidzie Bowiem. Byli tacy artyści, którzy żałowali, że nie pojawili się na festiwalu i nie wzięli udziału w tym rewolucyjnym kontrkulturowym zrywie. Widzowie nie mogą powtórzyć tego błędu!
Film w nowej, odrestaurowanej wersji 4K.
Zdobywca Oscara Matthew McConaughey i nominowany do Złotego Globu Kurt Russel w nieprzewidywalnej historii, która podbiła serca widzów i krytyków na międzynarodowych festiwalach. WSZYSCY MOI WROGOWIE to film wyprodukowany przez twórców „Pewnego razu w Hollywood” oraz „Snów o pociągach”, opowieść o ludziach z peryferii, którzy próbują zbudować coś trwałego w świecie rządzonym przez chaos. Za kamerą stanął Andrew Patterson, który udowadnia, że potrafi łączyć kameralną historię z napięciem i wyjątkowym klimatem.
Na uboczu prowincjonalnej Ameryki żyje charyzmatyczny outsider, muzyk i lokalny przedsiębiorca (Matthew McConaughey), który przewodzi nietuzinkowej społeczności. Gdy po latach do jego życia niespodziewanie wraca przybrana córka, mężczyzna dostrzega szansę na odbudowanie relacji i stworzenie prawdziwego rodzinnego biznesu. Ich wspólna przyszłość szybko jednak staje pod znakiem zapytania - konkurenci zrobią wszystko, by zniszczyć to, co było budowane przez lata. W świecie, gdzie granica między dobrem a złem jest niejasna, a lojalność ma swoją cenę, nowo odbudowana rodzina będzie musiała zawalczyć nie tylko o przetrwanie, ale i o siebie nawzajem.
Reporter na mundialu, ksiądz z dzielnicy slumsów, milioner, reżyser filmowy, neurotyczny intelektualista, prezydent elekt. Wszystkie te postaci, i kilka innych, łączy wcielający się w nie wybitny argentyński aktor Guillermo Francella w nowej produkcji popularnego duetu Gastón Duprat i Mariano Cohn.
Ich film podzielony jest na szesnaście epizodów, a każdy z nich, w satyrycznym tonie, odnosi się do dylematów i sprzeczności, z jakimi zmaga się współczesny człowiek. To opowieść o absurdach, hipokryzji klasy średniej i wyższej, ale również o międzyludzkich relacjach, słabościach oraz pragnieniach, co nadaje jej uniwersalnego charakteru. Bo odpowiedników kolejnych postaci, w których rolę wciela się Francella, szukać można pod każdą długością i szerokością geograficzną.
Twórcy „Honorowego obywatela” (2016) po raz kolejny w humorystyczny, ale momentami też gorzki sposób diagnozują społeczne zachowania, nastroje i wyzwania, z jakimi zmagamy się w dzisiejszej rzeczywistości na całym świecie. Ich najnowszy film to uniwersalna opowieść i celny portret ludzkiego gatunku - nie tylko Argentyńczyków.